Settings, Log in
Bezdomni, Fabryka UTU i gazeta ,,WSPAK"
by guest on 2009-05-21 21:42, textile

Bezdomni, Fabryka UTU i gazeta ,,WSPAK”

źródło – gazwyb toruń

Bezdomni nie zarobią na sprzedaży gazetki, Marceli Sulecki, 2009-05-18, ostatnia aktualizacja 2009-05-18 19:22

Toruńska fundacja Fabryka UTU chciała pomóc bezdomnym i bezrobotnym i dać im pracę. Ich pomysł, żeby ubodzy mieszkańcy sprzedawali gazetę na ulicy, nie wypalił, bo łamie uchwałę rady miasta. – Cel akcji jest szlachetny, ale nie możemy działać wbrew przepisom – twierdzą urzędnicy

Pomysł był prosty i sprawdzony w innych krajach. Bezdomni i długotrwale bezrobotni mieli za 5 zł sprzedawać w Toruniu “Magazyn Przedsiębiorczej Filantropii WSPAK”. Połowę kwoty przekazywaliby redakcji na druk kolejnego numeru. Pozostałe 2,5 zł trafiałoby do ich kieszeni. – Mieliśmy nadzieję, że ci, którzy wezmą udział w projekcie, uwierzą w siebie i złapią wiatr w żagle – mówi Małgorzata Malak z Fabryki UTU.

Fundacja prowadzi akcję razem ze stołeczną fundacją Satoris. Miesięcznik “WSPAK” od października jest sprzedawany na Dworcu Centralnym w Warszawie. Od kwietnia br. miał być do kupienia w Toruniu. Kilka tygodni temu do naszego miasta przyjechało trzech najlepszych warszawskich sprzedawców. W noclegowni przy ul. Kościuszki dzielili się swoimi wrażeniami z pracy na dworcu. Do uczestnictwa w projekcie zachęcili sześć osób. W Warszawie “WSPAK” rozdaje kilkunastu pracowników, ale przez projekt przewinęło się ich 60. – Dzięki przedsięwzięciu wielu bezdomnych i bezrobotnych znalazło pracę i odbiło się od dna – zapewnia Malak.

Przed rozpoczęciem sprzedaży społecznicy musieli dopełnić formalności. Najpierw zgłosili się do biura Toruńskiego Centrum Miasta, a potem do wydziału środowiska i zieleni w magistracie. Obie instytucje przychylnie oceniły przedsięwzięcie. Fabryka UTU rozpoczęła montaż stoiska na trawniku między Muzeum Etnograficznym a przystankami autobusowymi przy al. Solidarności. Wybrano miejsce niedaleko Starówki, żeby sprzedawcy mieli większe szanse na zbycie towaru.

Ostateczną decyzję o rozpoczęciu projektu miał podjąć wydział ewidencji i rejestracji w Urzędzie Miasta. Urzędnicy stwierdzili, że działalność proponowana przez Fabrykę UTU nie może być prowadzona na terenie toruńskiej gminy. Zabrania tego uchwała nr 270/03, która zakazuje handlu okrężnego. Rajcy zatwierdzili jednak kilka wyjątków i pozwolili sprzedawać m.in. kwiaty, balony, znicze przy cmentarzach oraz dzieła sztuki na Starówce.

Społecznicy starali się przekonać Krzysztofa Kisielewskiego, dyrektora wydziału ewidencji i rejestracji, że ich akcja jest społeczna, a nie komercyjna. – Urzędnik wykazał się dobrą wolą i skierował naszą sprawę do biura prawnego – twierdzi Malak. – Niestety, prawnicy stwierdzili, że sprzedawać gazetki nie możemy, a najwyżej rozdawać ją za darmo. Jednak wtedy uczestnicy akcji tak naprawdę będą musieli żebrać. Bez pozwolenia na sprzedaż, projekt nie będzie miał praktycznie żadnych pozytywnych efektów społecznych.

– W uchwale nie ma wyjątku, który pozwalałby sprzedawać gazety na ulicach – tłumaczy Kisielewski. – Cel akcji jest szlachetny, ale nie mogę działać wbrew przepisom.

– Może prawo, które zabija oddolne inicjatywy, jest po prostu złe? – pytam.

– Zmiany w uchwałach trzeba wprowadzać rozważnie. Jeżeli rada zezwoliłaby na sprzedaż czasopism, to podejrzewam, że mielibyśmy problem z przejściem ul. Szeroką. Przepisów nie można zmienić tak, żeby dotyczyły tylko tej jednej akcji. Albo zezwolimy na sprzedaż gazet wszystkim, albo nikomu – twierdzi urzędnik.

Toruń nie jest wyjątkiem – pozarządówki w całej Polsce mają problemy z prowadzeniem podobnych projektów. – W Warszawie dogadaliśmy się ze spółką PKP Przewozy Regionalne, więc nie musieliśmy walczyć z urzędnikami – komentuje Malak. – W Poznaniu podobna gazetka jak nasza jest sprzedawana na Starówce, choć społecznicy mają pozwolenie, by robić to tylko przy hipermarketach. Najgorsze jest, że coś co na Zachodzie jest normalne, u nas musi być problemem. W Wielkiej Brytanii i Niemczech sprzedaje się kilkadziesiąt podobnych pism i nikt nie traktuje tego jako normalnej działalności handlowej. W Polsce biurokracja jest tak duża, że jedna z pracownic warszawskiego urzędu skarbowego mówiła nam, że ten projekt wspiera “szarą strefę”.

Czytaj dalej